wtorek, 30 września 2014

STO DNI ALBO WIĘCEJ.

Dzień 1


     Jak co dzień wstałam, przeciągnęłam się i ruszyłam w stronę okna. Siadając na parapecie zauważyłam że, codziennie patrzę w to samo okno, i codziennie widzę ten sam świat. To samo drzewo obok domu państwa Binkowskich, te same krzaki, ulice. Wyglądając przez to okno widuję tych samych ludzi, ale dzisiaj ujrzałam chłopaka którego nigdy   wcześniej nie widziałam. Śledziłam go wzrokiem dopóki nie znikł za zakrętem. Dzisiaj pierwszy dzień w szkole więc to na pewno jakiś nowy dzieciak. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół na śniadanie, gdzie czekała już na mnie moja mama Marysia i mój starszy brat Paweł, taty jak zwykle nie było bo dla niego ważniejsza od rodziny była praca. Całymi dniami siedział w pracy a jak wracał to zamykał się w swoim gabinecie i nie wychodził z niego dopóki nie padał ze zmęczenia. Zastanawiające jest to że jego grafik przewiduje pracę od 7 do 15 a on wraca zazwyczaj o 19 i tłumaczy się że "miał więcej pracy". Mhmmmm już widzę jego pracę. Po zjedzonym śniadaniu ja i mój brat idziemy do szkoły. Strasznie kocham mojego brata. On mnie rozumie jak nikt inny, może to dziwnie zabrzmi ale gdyby nie był moim bratem to na pewno bym z nim była. Gdy weszłam do szkoły, od razu poczułam że ten rok nie będzie łatwy. Podeszłam do mojej szafki i wyjęłam Chemie, bo niestety jaką pierwsza powitalną lekcję dostałam Chemie. Wchodząc do klasy ujrzałam tego samego chłopaka, co rano na chodniku pod moim domem. Z bliska był jeszcze ładniejszy. Usiadłam w drugiej ławce i czekałam na dzwonek.Nagle obok mnie usiadł największy idiota z mojego rocznika Hubert. Oczywiście jak zawsze zaczął mnie obrażać, wtem nowy chłopak z klasy wstał podszedł do mojej ławki i silnym ruchem wywalił Huberta z mojej ławki. Byłam zdziwiona że mnie obronił, bo nigdy żaden chłopak nie stanął w mojej obronie. Chłopak usiadł obok mnie i podając mi rękę powiedział: 
-Cześć. Jestem Piotrek.A ty ? 
Jego niebieskie oczy i nieziemski uśmiech sparaliżowały mnie od stóp po głowę. Nagle otrząsnęłam się i podając mu rękę odpowiedziałam:
-Nadia. Miło mi. I bardzo ci dziękuje że zabrałeś ode mnie tego idiotę.
 Piotrek oparł się o ławkę i śmiejąc się odparł: 
- Nie ma za co. Z gorszymi frajerami sobie radziłem. 
Dzisiaj rano nazwałam go dzieciakiem a tu proszę, taka niespodzianka. Gdyby nie on to znowu byłabym pośmiewiskiem przez cały rok, dla mojej klasy. Poczułam motylki w brzuchu i nie wiedziałam jak mam do niego zagadać. I kiedy już wymyśliłam że zapytam się o ołówek, wtedy on powiedział: 
-Nie mam ołówka, ale mogę ci pożyczyć go od kogoś innego.
Zatkało mnie. Przecież ja jeszcze nawet się go o nic nie zapytałam a on już mi odpowiedział. Więc zapytałam:
-Skąd ty wiedziałeś że chciałam ołówek ?
Chłopak spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem,schował ręce po ławkę i odpowiedział:
-Przecież o niego zapytałaś.
-Ja o nic nie pytałam.
-Jak to nie. Przecież zapytałaś.
-Pomyślałam o tym żeby się ciebie zapytać o ołówek ale nie zapytałam.
Piotrek był bardzo przestraszony, szybkim ruchem zabrał książki i wyszedł z klasy. nie zwlekając ani sekundy zabrałam książki i ruszyłam za nim. Ale gdy wybiegłam na korytarz jego już tam nie było. Ale postanowiłam nie odpuszczać więc poszłam tam gdzie najczęściej ukrywają się uczniowie którzy uciekają ze szkoły czyli, stare budynki po jakiejś firmie. Nigdy wcześniej tam nie byłam ale tylko to miejsce przyszło mi do głowy. Wybiegłam ze szkoły, i poszłam prosto do opuszczonych budynków. Nie spodziewałam się tego że przesiadują tam tam najwięksi chuliganie z całego miasta. Gdy tylko tam weszłam wszyscy zebrali się wokół mnie i zaczęli mnie popychać od jednego do drugiego. Zaczęłam piszczeć, ale na marne bo ta firma była oddalona od wszelkich budynków. Nagle w wejściu pojawił się Piotrek, który nawet się nie odzywając przestraszył wszystkich chłopaków. Szybko do mnie podbiegł, podniósł moją torbę i podnosząc moją opuszczoną głowę do góry zapytał:
-Nic ci nie jest ? Co ty tutaj robisz ?
Zdziwiona odrapałam:
-To samo pytanie mogę zadać tobie. O co chodziło dzisiaj z tym ołówkiem i czemu oni się ciebie tak wystraszyli?
Chłopak bawiąc się paskiem od mojej torby nic nie odpowiedział, dopiero po chwili odparł:
-To przypadek. Chodź odprowadzę cię do domu, bo się śpieszę.
Widząc że Piotrek nie powie mi o niczym odpuściłam. Gdy doszliśmy do mojego domu Piotrek się zaśmiał i powiedział:
-mieszkam tuż obok cię. widzisz to okno? to mój pokój.
Spojrzałam na dom Piotrka i na jego okno i zauważyłam że mamy okna naprzeciwko siebie. Na dodatek pomiędzy oknami było duże drzewo które umożliwiało przejście z okna do okna.Wiedział to ponieważ kiedyś mieszkała tam Łucja moja przyjaciółka. Zaśmiałam się i powiedziałam:
-Widzisz to okno ? to jest mój pokój. a widzisz to drzewo ? po nim możemy przechodzić do siebie.
Piotrek zaczął się śmiać, i powiedział:
-To mam nadzieje ze będziemy się często widywać. A teraz muszę lecieć. Cześć.
-Cześć.
Weszłam do swojego pokoju i ujrzałam przez okno jak Piotrek zdejmował koszulkę. Jego wysportowana klatka piersiowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Patrzałam się na niego jak na obrazek, i wtedy nagle on się obrócił. Otworzył okno i przechodząc ostrożnie po drzewie, zapukał do mojego okna i śmiejąc się odparł:
-Wiesz że podglądanie ludzi jest karalne? 
-Coś o tym słyszałam- Odrapałam śmiejąc się.
-Będziesz mnie musiała za to jakoś przeprosić wiesz ?
-Co dokładnie masz na myśli?
-Jak zgodzisz się na randkę ze mną to cię nie pozwę.
-Dobra.
-To widzimy się jutro o 16 na tym drzewie ok ?
-Ok.
Zamknęłam okno, i zasłoniłam rolety. Nie mogę się już doczekać jutra. Po raz pierwszy chłopak zaprosił mnie na randkę. 



czwartek, 4 września 2014

Miłość w XXI wieku

Jak co dzień Inga poszła do szkoły, gdzie spotkała się z przyjaciółmi, wszystko by było idealnie gdyby nie to że cały czas widziała byłego chłopaka Marcela. Pomimo upływu wielu miesięcy od dnia zerwania, Inga nadal w głębi serca kochała Marcela. Godziny szkolne dobiegły końca więc Inga poszła do domu. Siedząc w domu ujrzała SMSa od Marcela. To było spełnienie marzeń, gdyż chciał się spotkać. Inga zaczęła  wręcz skakać z radości. Ubrała się i wyszła  do lasu obok swojego domu bo tam mieli się spotkać. W lesie znajdowała się ławka na której siedzieli około 2 godzin. Rozmawiało im się tak dobrze że w pewnym momencie Marcel wstał i powiedział do Ingi: Wiesz co ? bardzo za tobą tęsknie, kocham cię. Inga poczuła motylki w brzuchu, i biorąc głęboki wdech odpowiedziała: Ja też cię kocham. Marcel pochylił się nad Ingą i zaczął ją całować. Było to magiczne... Do Ingi wróciły wszystkie uczucia z przeszłości. Zrobiło się ciemno więc musieli iść do domu. Więc pożegnali się i poszli. Inga w domu napisała do przyjaciółki i powiedziała o wszystkim swojej siostrze bliźniaczce, była tak szczęśliwa jak nigdy. Następnego dnia w szkole Marcel idąc korytarzem nie odpowiedział Indze na głupie cześć, dopiero gdy podszedł do niej kolega z klasy i powiedział jej o tym ze Marcel napisał do niej przed chwilą  SMSa. Inga spojrzawszy na SMSa ujrzała tekst: Zrywam z tobą :) To było okropne. Inga była bardzo smutna, ale zarazem zła na Marcela. Wieczorem siedząc w domu wyciągnęła pamiętnik i napisała: A całe to uczucie to wielka ściema, bo w dzisiejszych czasach miłości już nie ma. Takiej która trwa i niby nigdy się nie kończy. Dzisiaj są tylko zakłady o to kto pocałuje więcej dziewczyn. 

środa, 3 września 2014

Niedaleko końca.

Pewnego ciepłego dnia, Gabrysia wyszła na miasto na zakupy. Idąc chodnikiem poczuła się słabiej więc stanęła i popatrzała na swoje nogi, gdy już poczuła się lepiej poszła dalej. Nagle czując się tak jakby uginały jej się nogi oparła się o barierkę i zemdlała. Obudziła się w szpitalu, gdzie obok siedziała jej mama i tata. Zapytała: co się stało ? Jej rodzice byli zapłakani i zdenerwowani i nie mogli wydusić z siebie ani jednego słowa. Gabrysia pomyślała że przejęli się tym że straciła przytomność i tyle. Na następny dzień Gabi wyszła ze szpitala, i gdy siedziała u siebie w pokoju przyszli do niej rodzice, usiedli na jej łóżku i spokojnym głosem jej mama powiedziała: Kochanie... Już wiemy jaka była przyczyna tego że zemdlałaś. Nagle po policzku jej mamy zaczęły spływać łzy, gdy ujrzał to jej tata pomimo tego że był tak samo załamany jak ona powiedział: Córuniu nie wiem jak mam ci to powiedzieć, więc najlepiej powiem prosto z mostu.... Jesteś chora na białaczkę i jest już za późno na leczenie. Mama Gabrysi zaczęła strasznie płakać i przytuliła zdezorientowaną Gabrysię która dopiero po kilku minutach uświadomiła sobie co tak naprawdę się dzieje. Przez kilka kolejnych dni Gabrysia nie wychodziła z domu, jej rodzice widzieli jak wypakowuje stare zdjęcia i ogląda je z łzami w oczach, a najgorsze jest to że oni nie wiedzieli jak jej pomóc. Nagle Gabrysia poderwała się z krzesła złapała swoją torebkę i wybiegła z domu. Okazało się że pobiegła do Tomka, który podobał jej się od 1 klasy gimnazjum, zapukała do jego drzwi i poprosiła aby wyszedł na most niedaleko jego domu.
Gdy już spotkali się na moście Gabrysia wydusiła z siebie: Tomek... Możesz się ze mnie śmiać, ale ja się w tobie zakochałam... Wiem że jestem głupia bo ja nie jestem ani ładna, ani chuda a tobie podoba się Karolina z naszej klasy ale ja musiałam ci to powiedzieć... Jeśli czujesz to samo to powiedz a jeśli nie to po prostu odejdź. Tomek spojrzał się w oczy Gabrysi po czym wybuchł śmiechem i odszedł krzycząc do niej: Nara dziewczynko! Gabrysia usiadła na moście i wyszeptała: Już nikt mi nie zarzuci przed końcem że nie próbowałam. Wstała i otrzepując spodnie poszła w stronę domu.